Thursday, 28 April 2011
Mówi się, że mentalność islandzka nie różni się zbytnio od mentalności owcy
Widziałam wczoraj w jednym z moich ulubionych magazynów wielkie, pomarańczowe słońce, dwadzieścia jeden szarych nagrobków, dwa drzewa i napis: "Wszystko dobre co się dobrze kończy". Bzdura. Przypominam sobie letni dzień, kiedy byłyśmy razem nad jakimś stawem, leżałyśmy na kocu w kratkę pod drzewem, chodziły po mnie pająki, ale nie bałam się, bo wiedziałam, że jesteś ze mną, że je wszystkie złapiesz i nic złego mi się nie stanie. Rozmawiałyśmy zawsze i o wszystkim, z taką pasją, jakbyśmy codziennie odkrywały nową galaktykę coraz to większą, coraz to piękniejszą, coraz bardziej niemożliwą w pojęciu przez nasze skromne umysły. Albo wtedy, kiedy oglądałyśmy w nocy Manhattan, bawiąc się w Królową Martę Weronikę biegałaś bez bluzki po szosie razem z WJ, kiedy latarnie były daleko. Bańki puszczane wtedy na wiatr znikają jak kolejne kolaże tamtych dni, w których bardziej niż wczoraj i mniej niż jutro. A ja mimo względnej wytrwałości i uporu zostałam przedmuchana przez huragan nie mając siły by cię podnieść i nie wiem, po prostu nie wiem i teraz nie myślę już nic.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment