Już nigdy nie położę się spać. Zaplątana w prześcieradło i skandynawską pościel już nigdy nie będę tak wdzięczna i piękna, jak wtedy kiedy myślami przeciskałam się pod Twoje ramię przez setki kilometrów co kilka sekund, wieczorem. Jesteś najpiękniejszą rzeczą, jaka spotkała mnie w życiu. Gwałtownie otwierałeś mi powieki rano i łagodnie zamykałeś wieczorem, ciągnąłeś mnie na brzeg, kiedy byłam na dnie, ściągałeś na ziemię, kiedy za bardzo brnęłam w kosmos.
Byłeś moją skałą.
Moimi zmarszczkami na czole
i każdą moją łzą,
moją przestrzenią w łóżku
i przerwą pomiędzy tym co powiedziałam a tym co pomyślałam.
Siłą, która uderza w falochron mojej żyły,
szaleństwem przed snem,
każdą moją troską i sekundą każdą w której przesycałeś mnie sobą i ja nigdy nie miałam dość.
Byłeś każdą tabletką, jaką połknęłam.
Każdym krokiem po zamarzniętej drodze.
Każdym migotem latarni za oknem.
Wdechem i wydechem, nawet wtedy, kiedy nie miałam już sił by żyć.
Każdym moim załamaniem.
Każdym moim powrotem.
Nawet wtedy, kiedy umarłam, Ty byłeś śmiercią
kiedy odżyłam, Ty byłeś moim życiem.
Każdą gwiazdą
planetą
moim Słońcem
Księżycem
apogeum
moimi zmarzniętymi dłońmi
każdym wypalonym papierosem
każdą nocą
każdą myślą
Nie chcę Cię krzywdzić. Nie napisałam listu pożegnalnego. Nie ma Cię
Nie ma skał
Zmarszczki na czole wygładziły się
Nie płaczę
nie sypiam już sama
nie mówię
w moich żyłach nie będzie płynąć już nic
nie śpię
nie ma Cię
leżę
nie liczę
nie patrzę już przez okno bojąc się życia
obojętność
umarłam
na zawsze
nie mam sił by żyć
kosmos upadł
potłukł się
tak bardzo za Tobą tęsknię.
No comments:
Post a Comment