Nie lubię nie mieć nic do powiedzenia. Gdyby ktoś kiedyś spytał mnie, co najbardziej jest irytującego w moim życiu obecnie, odpowiedziałabym, że pustka w głowie, chociaż to nie prawda. Staram się nie koloryzować wszystkiego, co przeżywam, bo to chore. Nie mogę przeżywać równie mocno każdej sekundy mojego życia, nie wolno mi skupiać się na tym, czego nie robię, chociaż tak naprawdę nie robię nic, ale myślę o prozaicznych czynnościach, które w moim wykonaniu przybierają ogromnej wagi, na przykład wstanie z łóżka, rozmyślam dużo o życiu i o miłości, wieczorami idę za rękę z ludźmi, których nie pamiętam, do miejsc, których nie znam, śpiewam po francusku angielskie piosenki, czasem usiądę na ławce, porozdaję ostatnie papierosy, jakie mam, dostanę przynajmniej dwa esemesy od Huberta odpiszę w trzech, wymyślę pięknie teorie, których po pięciu minutach zapomnę, robię dużo niepotrzebnych bzdur, ale nijak rzutuje to na mój humor, który ostatnio jest złoty, nie muszę kochać swoich kochanków, wystarczy, że jestem, smuci mnie deficyt rzeczy, które mogę oddać w zamian, chociaż to bzdura, [pierdolę] ja nikogo nie potrzebuję [/pierdolę], ale w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób oni potrzebują mnie, ale mam 23 punkty w skali becka, może dlatego że sypiam zbyt dobrze i jem w miarę normalnie, uważam że to przekłamane i nie chcę wierzyć w Twoje 44, boję się o nas, o nasz kosmos i krwawe kałamarnice, ale jesteśmy razem, jesteśmy symbiozą, depresyjną symbiozą, symbiozą z 67 punktami w skali becka. Smutni ludzie leżą na krawężnikach, ich ciała rozkładają się we łzach i złości, wszyscy jesteśmy rozżaleni, wszyscy jesteśmy głodni, ale nikt nie chce sięgnąć po jedzenie, lubimy się karać, nie znam Cię, ale prowadzisz mnie za rękę, wracam późno w nocy, kiedy niebo jest już różowe.
Friday, 26 November 2010
wstążka
Nie lubię nie mieć nic do powiedzenia. Gdyby ktoś kiedyś spytał mnie, co najbardziej jest irytującego w moim życiu obecnie, odpowiedziałabym, że pustka w głowie, chociaż to nie prawda. Staram się nie koloryzować wszystkiego, co przeżywam, bo to chore. Nie mogę przeżywać równie mocno każdej sekundy mojego życia, nie wolno mi skupiać się na tym, czego nie robię, chociaż tak naprawdę nie robię nic, ale myślę o prozaicznych czynnościach, które w moim wykonaniu przybierają ogromnej wagi, na przykład wstanie z łóżka, rozmyślam dużo o życiu i o miłości, wieczorami idę za rękę z ludźmi, których nie pamiętam, do miejsc, których nie znam, śpiewam po francusku angielskie piosenki, czasem usiądę na ławce, porozdaję ostatnie papierosy, jakie mam, dostanę przynajmniej dwa esemesy od Huberta odpiszę w trzech, wymyślę pięknie teorie, których po pięciu minutach zapomnę, robię dużo niepotrzebnych bzdur, ale nijak rzutuje to na mój humor, który ostatnio jest złoty, nie muszę kochać swoich kochanków, wystarczy, że jestem, smuci mnie deficyt rzeczy, które mogę oddać w zamian, chociaż to bzdura, [pierdolę] ja nikogo nie potrzebuję [/pierdolę], ale w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób oni potrzebują mnie, ale mam 23 punkty w skali becka, może dlatego że sypiam zbyt dobrze i jem w miarę normalnie, uważam że to przekłamane i nie chcę wierzyć w Twoje 44, boję się o nas, o nasz kosmos i krwawe kałamarnice, ale jesteśmy razem, jesteśmy symbiozą, depresyjną symbiozą, symbiozą z 67 punktami w skali becka. Smutni ludzie leżą na krawężnikach, ich ciała rozkładają się we łzach i złości, wszyscy jesteśmy rozżaleni, wszyscy jesteśmy głodni, ale nikt nie chce sięgnąć po jedzenie, lubimy się karać, nie znam Cię, ale prowadzisz mnie za rękę, wracam późno w nocy, kiedy niebo jest już różowe.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

1 comment:
Noc z 25 na 26 listopada. Czwarta nad ranem. Vilniaus gatvė lub coś koło tego. Idziemy. Śpiewamy. Śpiewamy Mazurka Dąbrowskiego. Nie, to nie ja wymyśliłem. Cztery zwrotki. Powtarzamy refren za każdym razem. Słyszy nas cała dzielnica. Mogliśmy zginąć, wiem. Żyjemy. Jesteśmy cali i zdrowi. Ktoś tylko podbiegł i poprosił o ogień.
A ogień był w nas!
Post a Comment