Wednesday, 2 February 2011

BLOOD RED MOON



Czasem, w dni takie jak ten, wychodzę na miasto i obserwuję nieszczęście innych ludzi, żeby nie myśleć o swoim własnym [siadam na ławce, patrzę na budki z kwiatami, słucham rozczulającej symfonii (czasem mówię też do Ciebie i dzielę się swoimi spostrzeżeniami w nadziei, że jednak mnie usłyszysz, po czym udaję, że się ze mną nie zgadzasz i wymyślam antytezę i tak w kółko, aż spadnę z ławki)] czasem próbuję przespać te dni w nadziei, że moja mama zwali to na zmęczenie po ciężkim dniu spania na matematyce, że mój telefon nie zadzwoni, a jeżeli tak, to że AG będzie po drugiej stronie słuchawki. Czekam na jakiś porywający moment, na wiatr, który mogłabym złapać w moje żagle, na to, że zamiast futra i kawałka metalu zobaczę obojętność i skomplikowaną relację, asteroidę i dwa pasikoniki, ale to jeszcze nie jest ten czas. Stoję na środku pola w środku zimy, na policzkach mam węgiel, moją czaszkę trzyma kruk na stoliku nocnym, wianek z wodorostów rozdziera niebo na pół, myślisz, że wszystko o mnie wiesz, a tak naprawdę wiesz mniej niż nic.


popadasz w marazm
21:38:47
ale
21:38:51
ten weekend ma być ciepły
21:38:55
może coś w tobie odtaja

No comments: