Sunday, 11 September 2011

już dawno zapomniałam, jak to jest nie być uzależnionym


tylko kochać

- piszesz piękne słowa, ale życie to nie książka - zaznaczasz, że moje życie to totalne nic. Odwracam się na pięcie i mówię więc zróbmy tak i Ty też się obracasz i robisz dokładnie wszystko to, co miałam na myśli wtedy, kiedy rozmyślałam o nas i naszej wspólnej przyszłości, niemniej jednak zdawałam sobie sprawę, że moja osobowość kiedyś wykończy twoje słodkie oczy i majestatyczne nadgarstki. Zdawałam sobie sprawę też z niepowodzenia, jakie może mi się przydarzyć podejmując takie ryzyko,  jakie podjęłam jakieś dwa tygodnie temu, chociaż tak naprawdę to wczoraj, ale nie chcę o tym rozmawiać, bo to boli bardziej niż palenie ostatniego papierosa. W każdym razie zdaję sobie sprawę (wcale nie) że to wszystko może być kolejną iluzją, że moje całe życie i spostrzeżenia, myśli i sny to tylko iluzja, z której próbuję utkać cokolwiek, co uchroniłoby mnie przed myślą, że po prostu oszalałam i  że to kompletnie nieodwracalne. Zaprowadziłeś mnie na sam szczyt, byłam cudowna, absolutnie fantastyczna w całej swojej postaci, wiedziałam, że nic mnie z nikim nie łączy, że to ja łączę wszystko i że Ty stoisz obok mnie i jesteś niemniej cudowny ode mnie, że Cię kocham (bo tak naprawdę było [było]) a Ty po prostu byłeś i nigdy nie było to konkretne. Zaprowadziłam się z Tobą nad rzekę i tonę, a Ty mi na to pozwalasz, po prostu nie wiesz, że tonę tak bardzo [tonęłam]. O szóstej rano w końcu wiedziałam, że te ramiona, które w tamtej chwili składały ramę na mój obraz były tymi właściwymi i wcale nie były Twoje. Nie było już niczego, ja nie wiedziałam już nic, nie czułam nic, poza jego szalonym sercem pod moją głową i ręką na moim policzku i tak bardzo wiedziałam, że cały  wymiar z nocnym szaleństwem  właśnie się skończył.



i co teraz?
będzie warto pięknamarto?






Noc z 25 na 26 listopada. Czwarta nad ranem. Vilniaus gatvė lub coś koło tego. Idziemy. Śpiewamy. Śpiewamy Mazurka Dąbrowskiego. Nie, to nie ja wymyśliłem. Cztery zwrotki. Powtarzamy refren za każdym razem. Słyszy nas cała dzielnica. Mogliśmy zginąć, wiem. Żyjemy. Jesteśmy cali i zdrowi. Ktoś tylko podbiegł i poprosił o ogień.
A ogień był w nas!

No comments: