Sunday, 16 October 2011
obok mnie twoje ramię śpi - zielono mi
Nadal czuję puls w nadgarstkach, na siłę podtrzymujesz mi powieki - przestań już. Twoje słowa minęły mnie gdzieś w przejściu pomiędzy x a y, kiedy podejmowałam decyzję, przerażenie kładło mnie spać i przerażenie budziło mnie; co trzy minuty wyssało szpik, zagłodziłam się do śmierci, potłukłam na kaflach z Twoich powiek, myślałam że to kolejny raz, a to dopiero początek. Obok mnie Twoje ramię śpi, zielono mi, dłonie masz jak konwalie, słodki zapach landrynek i owoców, kiedy wstajesz o północy, bierzesz płaszcz i wracasz do swojego łóżka zostawiając mnie samą z kształtami i cieniem samej siebie. Twój kołnierzyk uwiera mnie w szyję, wyginam się, przeplatam ze skandynawską pościelą, nie potrafię zasnąć. Ekscentryczne grymasy, nie potrafimy okazać sobie tyle czułości, podać dłoni na skronie, Twoje pulsują tak bardzo, kiedy nie potrafię wytłumaczyć Ci historii o łosiach norweskich, to niesamowite, tak daleko stoisz, tak blisko jesteś. Wcale o Tobie nie myślę, jesteś mi zbędny, jak zużyte sznurówki, którymi nie zawiążę już niczego, jak podarte rajstopy i jak łabędzie oko, odstawiłabym Cię na półkę, gdybyś Ty nie zrobił tego wcześniej. Przychodzisz do mnie co noc, zwijasz się w kłąb i opowiadasz mi beznamiętne o świecie (zamilcz już), ja od niechcenia głaszczę Cię po polikach, oboje tego nie chcemy, oboje tego potrzebujemy. Smaruję konfiturami każde zdanie, grubo, żebyś nie czuł ani słowa goryczy, moje łzy zbieram do spodeczka pod filiżankę, z której serwuję Ci truciznę, regularnie Cię podtruwam, Ty regularnie szczypiesz mnie w biodro, ja całuję Twoje oczy, Ty głaszczesz mnie po szyi, ja niszczę Cię od środka, Ty rzucasz mną o ściany. Nienawidzę Cię równie mocno co soku z porzeczki, ale Ty wracasz, a ja złożyłam obietnicę, o podtrzymywanie powiek, nie mogę się zabić i jednocześnie nie mogę zabić i Ciebie. Warto?
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment