- Ah ten Borys - westchnęła i ocierając jedwabną chusteczką w cekiny czubek nosa podała kontrolerowi bilet. Zawsze kiedy wjeżdżała do miasta padał deszcz i łapała ją migrena, palpitacje i hiperwentylacje, więc na pocieszenie wyśpiewywała nazwę każdego następnego przystanku w inny sposób i w inną melodię, ah, jakże kochała śpiewać. Jej małozgrabna dłoń wybierała rodzynki z sernika, kiedy zadzwonił dzwonek, a w drzwiach pojawił się hipnotyzer z Alabamy.
- Przyszedłem po moje łabędzie - rzucił krótko wpraszając się w gościnę młodej F i kierując się w stronę owalnego pokoju, w którym drzwi wyglądały jak herbatniki, a pod sufitem wisiały świerszcze, których muzyka wieczorem kładła ją do snu. Kobieta wskazała niezgrabnym palcem wielką skrzynię stojącą na szafce z kości słoniowej, zegar wskazywał północ. Wilgotny erotyzm głosu Dalidy podsycał tylko niezdrową atmosferę, w powietrzu zawisła elektryczność, kobieta wybiega z płaczem, hipnotyzer płacze przez okno, żeby nie zabrudzić nowej islandzkiej firanki.
Bang bang
Per ridere Bang bang
Sparavi a me
Bang bang
E vincerà
Bang bang
Chi al cuore colpirà
Mijała obskurne niebieskie tapety, z ust unosiła się para, na jej skroniach rosa, ona sama zapłakana biegła dalej, nie wiedziała skąd, nie wiedziała gdzie, mijała szafki nocne i wielką komodę, aż w końcu zorientowała się, że biega dookoła własnego łóżka, usiadła na tapczanie i wybuchła jeszcze większym rykiem.
- Na co mi to było - pytała się koralowego abażuru, który swoją drogą był średnio rozmowny, a już na pewno potępiał wszelkiego rodzaju miłości F, w ogóle uważał miłość za straszliwą chorobę układu nerwowego [...] więc zagłuszał ją śpiewem, a śpiewał pięknie. Wczorajsze popołudnie spędzone w Białej Markizie uznała za kolejne stracone, nie rozumiała dlaczego Borys nie mógł po prostu podjechać białym rumakiem pod jej stolik, dać jej laseczkę lukrecji i poprosić ją o rękę. Zamiast tego rzucił łapczywie na nią swoje ręce, cały się wtulił w jej ciało, jakby chciał, żeby stały się jednością
Bang bang
E resto quiBang bang
A piangere
Bang bang
hai vinto tu
Bang bang
Il cuore non l'ho più
- Czy wymagam tak wiele? - spytała oburzona, abażur nadal śpiewał.
-Wiadomo, że kiedy połączysz kawę z mlekiem, nie ma sposobu na ich rozdzielenie - wzdycha
- Nie zapominaj jeszcze, że jest cukier - odrzucił abażur pomiędzy c'est la Dolce Vita a
il faut bien qu'on oublie. Dzwonek do drzwi, herbatnik mięknie pomiędzy fusami herbaty, w drzwiach staje K w swoich nowych, grubych przeciwsłonecznych szkłach, z miną amanta, w zębach papieros, we włosach wiatr, wchodzi z brudnymi butami i butami na brudzie, filiżanka wypada jej z rąk, gdzieś w tle słyszy ciche pojękiwanie hipnotyzera, który uciekł ze swojego okrętu na ląd, by uczyć motyle biegać w maratonie.
- obiecałam Borysowi że zostanę mu wierna
- nie znasz Borysa maleńka
- jak śmiesz?! - odwróciła się na pięcie i uciekła do łazienki, wpadła do wanny i zanurkowała najdłużej, jak tylko potrafiła. K wpadł za nią, wymachując rękami.
- w tej wannie nie ma wody!
- nie wtrącaj się! - rzuciła w niego pantoflem. Dobrze wiedziała, że wanna była sucha i że tak naprawdę była Borysowi zupełnie obca.
Na następny wieczór w Białej Markizie zapijała cytrynę herbatą czytając miłosne wiersze od K zostawione na jej dywanie dziś w nocy. Obserwowała koślawe litery zakreślone przez K z daleka, obserwowała je uważnie, podążała wzrokiem za każdym zakrętem i przecinkiem, a tak naprawdę spoglądała na Borysa siedzącego w prawym kącie - teraz nie wie, gdzie jest i gdzie są te listy, myśli, że zęby i jamę ustną czekają teraz złote czasy, niestety po chwili do Białej Markizy wchodzi Ona.
Rivedo te
Bang bang
Che spari a me
Bang bang
Quel suono sai
Bang bang
Non lo scorderò mai.
No comments:
Post a Comment