[powątpiewam]
chwieję się na spokojnej tafli jeziora czarna linia widnokręguoddziela kosmos od zewsząd oblewającego mnie granatu
oczu twoich
[chodź są prosto z Islandii, wręcz srebrne, jak lodowce]
nieopancerzona łódź bez wioseł jak Petrarca lasu głębokiego neonowe
flary trzymasz w ręku i rzucasz je do słonej wody
wielkie fale
[to one chwieją moją łódź, ale wybaczam Ci, wybaczam]
kilka żurawi utonęło w filiżance moich łez
bo czym jest miłość
skoro osiada na płucach jak głaz
dusi mnie
zostawia przyodzianą w skórę i kości
na zimnym betonie, przy marmurowym filarze
Twojego ciała
jestem kątem ust z których wykrzywiasz szczeniacki uśmiech
każdą literą w zdaniu które mówisz dotknięciem mojej
skóry kiedy przepraszasz
[kocham Cię]
***
już nieaktualnie
***
już nieaktualnie
No comments:
Post a Comment