Thursday, 28 August 2014

obracam się w pół i widzę jak poranek zderza się z bursztynowym popołudniem, a w równym odstępie na zegarze i z chłodnym wieczorem. wszystko jakbym oglądała na filtrowanej taśmie, mogła cofnąć w dowolnym momencie i wziąć lupę by przyjrzeć Ci się jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze miliony milionów nieskończonych przyglądać się będę aż nie zobaczę

siedzę teraz z dłońmi na talerzu, gdzieś plączą mi się nogi jak makarony i nie ma już, nie ma już twoich sporych dłoni na moich biodrach, nie ma już...

dłonie jak koła ratunkowe
topią mnie głębiej głębiej głębiej
nie ocaleję 
znowu dałam się wpuścić w maliny

myślę o podstawowych wartościach i wiem, że przeżywam wszystko albo za mocno albo wcale
kiedy idę i mijam kamienice nie ma za mną Twoich rąk które mnie złapią, kiedy zsunie mi się pantofel
mimo to idę przed siebie zostawiając te myśli, zrzucam je na chodnik
idę do przodu biegnę biegnę do Ciebie
bo tylko Ciebie kocham
tylko Twoje senne miny kruszą mi serce jak kafle lustro
tylko na Ciebie czekam 
tylko dla Ciebie jestem cierpliwa 



No comments: