Chciałabym już to wszystko skończyć, ale nie mam odwagi.
Saturday, 14 May 2011
porzucamy siebie. zapakowani w papier, owinięci wstęgami z kokardą dzielimy się myślami jak ciastem na nostalgicznym przyjęciu, na które tylko my zostaliśmy zaproszeni. Szczelnie wystrojeni chcemy być skryci, nie odkrywamy siebie, nie rozmawiamy na prywatne tematy, tylko na te neutralne i nieruchome jak my sami, boimy się siebie, boimy się, co możemy zobaczyć. grzęźniemy w niesamowitym poczuciu porzucenia siebie. Wyławiamy przeszłość, której nikt z nas nie znał, delektujemy się rzeczami, których nie ma teraz, wskrzeszając to, do czego tęsknimy, nigdy nie poznawszy – gdzie graniczy nasze bycie ze stawaniem się? Staję naprzeciw nich, zmieniam się, myśląc o tym, co istnieje pomiędzy nami, na jakiej płaszczyźnie rozciągają się nasze historie i wydarzenia, przyglądam się i analizuję to wszystko, co sprawia, że jestem my, a nie ja. Noc zapadła w mieście, wychodzimy na polowanie, jednocząc się w niejasnej wspólnocie, krążymy, sondujemy, siadamy gdzieś w ciemności, w której iskrzą krzyżujące się ostrzały spojrzeń. W nocy nie istniejemy pojedynczo, jesteśmy wspólnie i w żaden inny sposób. My-stado. Czujemy jak jeden organizm, kiedy krew rozlewa się pod ciemnym niebem. To czas na ucztę. Mijają godziny kolektywnego umysłu, który instynktownie prowadzi nas w coraz czarniejszą noc, topiel nas zatraconych, odstąpionych, ofiarowanych. Czuła jest noc.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment