Tuesday, 26 July 2011
Moje serce jest jak pusty pokój ze ścianami w kolorze najgłębszego smutku, skóra jest sucha i nieprzyjemna w dotyku, jakoś nieciekawie mi się patrzy na to wszystko, więc po prostu siedzę na drewnianym krześle i zakreślam cyrklem nowe koła na blacie. Na mojej ulubionej sukience jest okrągła plama od łez, moje ramię pachnie jak M, kiedyś myślałam że sadzenie rododendronów i gerberów w ogrodzie F to ciężka praca, ale pozbycie się słodkiego zapachu M z rękawa koszuli o piątej rano wymagało ode mnie więcej silnej woli, niż kiedykolwiek by ci się zdawało. Obojętność wylewa mi się z oczu, wystukuję palcami różne sekwencje, wyrzucam papierowe żurawie przez balkon, potem schodzę na dół, zbieram je wszystkie, wracam na górę i znowu zrzucam; po co? pytasz, a ja odpowiadam Ci że las to nie tylko drzewo w liczbie mnogiej i że robię dokładnie to, czego one ode mnie żądają. Uważasz, że oszalałam. Możliwe, w końcu jakoś nigdy nie sprecyzowałam się konkretnie w klamrach, cierpię jak każdy inny z powodu żałosnej sekwencji słów i ruchów, może wszystko opacznie rozumiem, ale wiedziałam że to iluzja, szkoda, że inni nie robią tego, czego od nich żądamy, tak bardzo tęsknię za szalonym romansem, boję się że mój poprzedni się wypalił, że nic nas już nie łączy, czy nas kiedykolwiek łączyło, że ja już się nie nadaję do niczego, że jestem skostniała i mam zimę w oczach, że siedzę na drewnianym krześle i zakreślam cyrklem nowe koła na blacie.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
1 comment:
podoba mi się :)
Post a Comment