Słyszeliśmy głosy zza ściany, wędrując po lesie wspólnych porozumień. Oddalaliśmy się od słów – pudełek, których zawartość jest wciąż zagadką – przypatrując się liściom i przenikającemu przez nie światłu, biorąc udział w rytmie czegoś żywego, organicznego, do czego dostrajała się każda cząsteczka naszej biologii. Twarze z makijażem krwi i na początek stłoczone głosy w przejściach podziemnych, dynamizm psa na smyczy i dynamizm szyn pod ziemią, wreszcie wyłaniamy się wprost z ziemi, z brudnymi twarzami, dłońmi – wkraczamy do lasu. Patrzymy na siebie w półmroku, nigdy tak brzydcy, pomarszczeni, zmęczeni, wyciągamy dłonie, niewiedząc jakby, że plony w tym roku są wyjątkowo ubogie. Pozwalamy sobie od czasu do czasu na zadawanie bólu, kalecząc się gałęziami lub bijąc pięściami w pnie. Naprężamy mięśnie, spodziewając się bólu, który nie nadchodzi – podobnie jak nie nadchodzi kres wyprawy. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że patrząc czasem w ciemność, widzę kształty, których nie dostrzegłabym tam w żadną inną noc. Idziemy w milczeniu, wijąc się przy ziemi, nierozpoznając własnych ciał, niepytając też, czym się staliśmy. Zaczynam rozpoznawać drzewa i ziemię, oświetl nam resztę drogi.
***
Spędziłyśmy całą noc na słuchaniu płyty coconut records, piciu pomarańczowej herbaty z porcelanowych filiżanek i wróżeniu sobie z popielniczki. Lampa w przeciwległym kącie pokoju gasła zawsze wtedy, kiedy pomyślałam o czymś, co ma wspólnego z realnością, bo my, wtedy w tym pokoju byłyśmy absolutnym przykładem odrealnienia, otwartych myśli, płynącego kosmosu od drzwi do drzwi, pukasz w stół, chociaż drzewo było malowane. Stare dywany i firany opowiadały wzruszające historie, w nas krążyła smutna krew, ale byłyśmy tam i nigdzie indziej, razem i z nikim więcej, to uczucie głodu na życie, które przeszywało nas na wskroś było rozpaczliwym wołaniem o zwrócenie nam dawnego życia, chociaż obie nie byłyśmy pewne, czy jesteśmy na nie przygotowane. Czy kiedykolwiek byłyśmy. Twoje spojrzenia na ścianie, widziałam wtedy o czym myślisz, chociaż wcale nie chciałam, wiedziałam, że to co zobaczę nigdy nie było bardziej szczere niż w tamtym momencie. Myślę, że już czas.
zk: mogę ucałować Cię na pożegnanie?
a: pocałuj mnie w usta
zk: ale nie wybieram się do Egiptu.............................
No comments:
Post a Comment