chciałabym być żoną marynarza
lubię ich
i dłonie zniszczone od mrozu i soli
i ja śpiąca w kwiecistej pierzynie w domku w lesie
przy skalnej plaży
Islandii
a nade mną wstążki zorzy
tak umrę
***
Biorę kosmos takim, jaki jest. Nie mam specjalnych pretensji o moje osobiste uroki które jednak stawiają mnie nierealnie w wielkiej realności co boli, dystansuje a na końcu zobojętnia. Taka już przeprana, wypłukana i odbarwiona ze wszystkiego uczę chodzić się wolniej, poruszać mniej swobodnie, gładko, myśleć wcale, mówić bo tak wypada. Wydaje Ci się, że mnie znasz; czytasz ze mnie jak z otwartej książki - niestety, ja patrzę na lodowce i łąki fioletowych wrzosów kiedy całe moje życie nagle staje się Twoim problemem. Jeżeli jednak tak się nie stanie wiedz, że po chaosie1 i chaosie2, nastąpią po kolei 3,4,5...

No comments:
Post a Comment