Saturday, 15 November 2014

sen o Kalifornii




***


kiedy nikt nie patrzy moje miasto W z rodzinnego kurortu ludzi o ciepłych dłoniach i zapachu ciepłej drożdżówki przechodzi w stan  zalanych w trupa kamienic z niemniej zalaną mną  się o nie podpierającą. Europejska stolica braku kultury. [...] Idziemy trzymając się za ręce ale to nie był jakiś nieśmiały akt nieśmiałej sympatii, raczej desperacka próba przeżycia. Mówisz mi jak włożysz mi swoje tłuste palce w gardło, jak mnie to nakręci, jak pozytywkę, będę grała melodię w takt Twojego pchnięcia, że niby poeta ale jednak zbok no i cofam się co czasów, kiedy trzymałeś mnie za włosy jak puszczałam pawia w Bezsenności po ciężkich (naprawdę ciężkich) dragach które razem wciągnęliśmy. "Mam bulimię" mówię, a on że w takim razie w porządku, zjemy rogalika i seksu nie będzie. 


*** 

siedzimy w barze mlecznym bo to moje ulubione miejsce, pachnie w nim domem którego nigdy nie miałam, chociaż w moim domu kurwi garmażerką to jednak matka się do mnie nie uśmiecha. domowa atmosfera obrusu w czerwoną kratkę i fala znienawidzonych przeze mnie studentów - idealny piątek. 

***

pewnie chwyci mnie za serce i uroni mi się pojedyncza łza kiedy zobaczę że masz żonę i syna, dom i rozłożyste zielone drzewo z gatunku egzotycznych, zawsze zielonych takie jak Twoje życie będzie w rozkwicie - tak pewnie tak zapłaczę troszkę. Ale przypomnę sobie wtedy Twoje szczuplutkie palce w moich ustach, jak mnie to wzruszało, jak Titanic małolaty, jak wstrzymywałam oddech kiedy całowałeś mnie, całowałeś...

No comments: