jeżeli nie starasz się być prawdziwym artystą, nie musisz robić wszystkiego jak należy
chciałabym mieć taki sweter, który dzierga się na drucie z neonowej włóczki i wygląda jak stary obrusik na przetarty drewniany stół. reprezentowałby moje podejście do życia: przeżytego zgodnie z jakimś przemyślanym założeniem, (od A do Z ale z marginesem na swobodę [czy to możliwe?], który wynika z naszych marzeń i wizji tego, jak żyć się nie powinno. nie wiem co rozumiem przez powiedzenie wszystko jest względne bo może jednak to prawda że wszystko jest to wypadkowa planu kogoś innego; (planu na życie, A-Z, margines [to pytanie które często sobie zadaję czy to możliwe?]). może powinno się ograniczyć myśl do wszystko jest i wtedy nikt nie musiałby się zastanawiać nad trafnością osądów swojego życia (decyzji i ich braku, konsekwencją, kaloriami dailylunchu w kawiarence).
***
mam dwadzieścia lat i trzy piosenki na ipodzie o tym, jakie życie w tym wieku jest kurewsko zajebiste.
***
mam przeczucie ze życie daje mi jakiś wyjątkowy dar, tylko jeszcze nie wiem jaki. jestem pomiędzy poetyckim młotem a kowadłem Carrie Bradshaw. może wszyscy młodzi ludzie mają takie poczucie i nie jestem aż tak wyjątkowa jak sobie wmawiam co wieczór przed lutrem patrząc na moje krągłe cycki i pyzatą twarz?
***
staram się być prawdziwym artystą, nie robię kompletnie nic
JESTEM CHODZĄCĄ DEFINICJĄ ANGIELSKIEGO SŁOWA PATHETIC
i liczę na to że bzdury które tutaj wypisuje przyniosą mi miliony kiedy światem nie będzie już rządził instagram a ludzie staną się robotami utęsknionymi za intensywnością uczuć takich jak pierdolone porzucenie przez życiową miłość albo niemożność znalezienia swojej drogi w życiu.
CELEBRACJA CIERPIENIA
No comments:
Post a Comment